14 maja 2016

Owoc z dzieciństwa ukryty w kosmetyku


Jak byłam mała - a było to stosunkowo bardzo niedawno, to często odwiedzałam swoją Babcię, jechałam do Niej zawsze przez ciągnącą się w dal polną ścieżkę. Wspominam o niej, bo to właśnie jadąc tą drogą widywałam kilka z rzędu drzew z owocami pigwy. Z początku maja i czasami dopiero czerwca obserwowałam piękne kwiaty kwitnące na drzewkach, zaś troszkę później pojawiały się już niewielkie owoce. Zawsze opowiadałam Babci o swoich spostrzeżeniach i bardzo cieszyłam się na widok dojrzałych, pachnących owoców pigwy. Choć sama oczywiście ich nie próbowałam - bo do tego się nie nadają, ale stworzyć z nich można wiele cennych, a raczej bezcennych przetworów. Jednym z nich jest z pewnością Krem z pigwy na dzień, który powstał na bazie dobroczynnego dla naszej skóry wosku z owoców pigwy.


Do wypróbowania dostałam wersję mini pełnowymiarowego produktu. Więc mój kosmetyk zamknięty jest w niewielkiej tubce, która świetnie sprawdzi się w podróży, ale i nie tylko. Dzięki swoim nie dużym rozmiarom nie zajmuje wiele miejsca w kosmetyczce, a także zmieści się do każdej torebki. Samo umieszczenie kosmetyku w tubce daje dużą wygodę, bo produkt sprawnie wydobywa się ze swojego opakowania. Dodatkowo samo to, że jest to wersja mini daje możliwość wypróbowania kosmetyku i sprawdzenia jak sprawdzi się on na naszej skórze bez wydawania większej ilości pieniędzy, a i oczywiście bez marnowania kosmetyku - w razie gdyby nie spełnił naszych oczekiwań. 


Krem ma lekko kremową konsystencje, dzięki czemu bezproblemowo wydobywa się ten kosmetyk z tubki. Sam krem dzięki temu także bezproblemowo i sprawnie rozprowadzić można po skórze. Dodatkowo kremowi towarzyszy przyjemny i delikatny zapach, który kojarzy mi się z zapachem kwitnących drzew pigwy. Niesamowite! 


Pielęgnacja mojej twarzy kremem z pigwy, to dla mnie wspaniała przyjemność. Ten delikatny zapach i lekkość kremu sprawia, że samo rozprowadzanie kosmetyku po skórze jest bardzo kojące i z pewnością działa pozytywnie na wszystkie nasze zmysły. Krem stosowałam tak jak było napisane na ulotce, czyli rano po wcześniejszym oczyszczeniu twarzy zwykłym płynem do demakijażu. Po nałożeniu kremu poczułam, że skóra została okryta lekkim puszkiem. Choć z reguły nie lubię czuć kremu na twarzy, to tym razem było to dla mnie przyjemne.     


Poza tym, że użytkowanie kremu z pigwy dawało mi dużo przyjemności, to także pozostawiło efekty na mojej skórze. Po każdym użyciu kremu miałam wrażenie, że jest ona bardziej miękka i przyjazna w dotyku, a do tego tak pięknie pachniała. Od razu powróciłam do lat dzieciństwa, kiedy podobny zapach mijałam w trakcie każdej podróży do domu mojej Babci. To niesamowite, że są takie zapachy, które tak bardzo zapadają nam w pamięci. To niesamowite, że ktoś ( marka dr. Hauschka ) sięga po tak powszechnie obecne owoce, których właściwości tak naprawdę nie zauważamy. W życiu nie pomyślałabym, że z pigwy można stworzyć tak przyjemny dla skóry krem, który działa na nią w całkowicie naturalny sposób. Krem, który nadaje skórze promienistości, przyjemnego dla oka świeżego i pięknego wyglądu, a do tego i jedwabistej miękkości. 


Krem sprawdził się u mnie wyśmienicie. Choć pierwszy raz miałam styczność z pigwą w kosmetykach, to po wypróbowaniu kremu od dr. Hauschka śmiało mogę stwierdzić, że to bardzo interesujące połączenie czegoś co kryje się tak blisko nas, na wyciągnięcie ręki. Założę się, że i Wy podobnie jak ja w dzieciństwie mijacie także gdzieś drzewa pigwy, może kwitną gdzieś niedaleko Waszych domów czy nawet działek - to właśnie z ich owoców powstał opisany przeze mnie krem. Jestem bardzo zadowolona z tego kosmetyku i mam nadzieję, że trafi on jeszcze kiedyś w moje ręce, bo absolutnie się na nim nie zawiodłam - a wręcz przeciwnie, pozytywnie mnie zaskoczył. 


2 komentarze :

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka